
Ten przepis powstał całkowicie przypadkiem. Jednak okazało się, że kotlety te są naprawdę smaczne i ciekawe, coś innego niż jadłam dotychczas. Później przyjechali do mnie goście i zrobiłam je ponownie. Jeszcze nie widziałam żeby ktoś tak objadał się zwykłymi mielonymi.
Potem zaczęłam już zawsze dodawać tej przyprawy do kotletów mielonych. Niektórzy od razu czuli co to jest inni pytali co ja do nich dodałam, że tak smakują. Macie więc okazję również zaskoczyć swoich znajomych czy rodzinę. Tą tajemniczą przyprawą jest curry. Może dla Was nie będzie to odkryciem, ale mi naprawdę się spodobało. Tym bardziej, że mielonych nauczyła robić mnie babcia, a ona w kuchni była bardzo konserwatywna i rzadko stosowała jakieś wymyślne kompozycje przypraw. Mnie akurat zabrało raz pieprzu, więc przegrzebałam szafkę i z braku laku dodałam curry. Okazało się to wtedy strzałem w dziesiątkę :)
Jeśli jeszcze nie jedliście takich kotletów mielonych to napiszcie w komentarzach jak Wam smakowały :) Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu bo wszyscy się nimi zajadali. Chyba, że nie chcieli robić mi przykrości i mówili specjalnie, że są takie dobre :D
Składniki
- 0.5 kg mięsa mielonego
- 2 suche bułki
- bułka tarta
- 1 szklanka mleka
- 1 duża cebula
- 2 jajka
- pieprz
- sól
- carry
Przygotowanie
Bułki moczę w ciepłym mleku, wtedy kotlety są smaczniejsze. Można to również zrobić w wodzie. Gdy bułki zmiękną odsączam je w rękach i przerzucam do drugiej miski. Dodaję mięso mielone, posiekaną cebulę, jedno jajko oraz przyprawy. Najważniejszą z nich jest curry, to ono zmienia tak smak kotletów mielonych. Musimy rozrobić rękoma mięso. Gdy będzie zbyt luźne dosypujemy trochę bułki tartej i znów wyrabiamy mięso.
Teraz formujemy z niego kotlety, moczymy w rozbełtanym jajku i obtaczamy w bułce tartej. Smażymy na oliwie lub oleju, jak kto woli. Gdy kotlety rumiane są z obydwu stron zdejmujemy je i możemy spróbować. Ta jedna przyprawa naprawdę dużo zmienia :)
PS. Curry dodaję naprawdę sporo. Kotlety mielone świetnie smakują na ciepło, ale również na zimno. Zawsze robię ich więcej, później kupujemy świeże bułki i robimy sobie z nich takie „domowe hamburgery” :)




